Goryle górskie, Bwindi Impenetrable National Park, Uganda

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O ile Uganda nie może równać się z Kenią lub Tanzanią pod względem ilości dzikich zwierząt, to nie ulega wątpliwości, że jest to obecnie jedno z najważniejszych przyrodniczych miejsc na mapie Afryki. W Parku Narodowym Nieprzeniknionego Lasu Bwindi żyje ponad połowa światowej populacji goryli górskich, czyli naszego głównego celu podróży do Ugandy.

Droga z Parku Kibale do Bwindi miała zająć nam 6 godzin. Zajęła 11. Jechaliśmy przez las deszczowy, przez oderwane od świata plantacje bananów, sawannę, znowu przez las deszczowy, a na końcu chcąc nie chcąc zatrzymaliśmy się w mieście, które uświadomiło nam, że jeszcze mało w życiu widzieliśmy. A widzieliśmy już przecież trochę. Położone w miejscu gdzie główna droga z Kongo i Ruandy, prowadząca wprost do Kampali, łączy się z boczną drogą, oplatającą cały Narodowy Park Bwindi. Miasto – tragedia. Wysiadamy na skrzyżowaniu, będącym jednocześnie centrum tego miasta i od razu obiega nas tłum ludzi. Nie wiadomo po co. Nie żebrają, nie podejmują rozmowy, szepczą tylko „Muzungu”. I tyle. Nawet się nikt nie uśmiecha. Stoją tak obdarci, ten w za dużej marynarce i sandałach, tamten w dziurawym płaszczu i gumowcach, czyli generalnie w tym co udało im się znaleźć, a co daje trochę ciepła w tym wilgotnym i górzystym terenie. Poszedłem po papierosy, które w takich wypadkach nigdy nie zawodzą. Zawsze to lepiej palić i coś robić niż nie robić zupełnie nic. W sklepie zaczepia mnie chłopak, swoją drogą na wpół chyba niewidomy, że mi te papierosy kupi. Mówię, że sobie poradzę i idę do drugiego sklepu. Ten za mną. Wchodzę do środka a tam za żelazną kratą, w ciemności i przy jednej świeczce siedzi pani właściciel. Z tym, że właściciel niewiadomo czego, bo na półkach nie ma praktycznie nic. Na moje szczęście, albo i nie, były papierosy „sportsman”. Płace, wychodzimy, a ten chłopak z dziwnymi oczami idzie za mną. Asia pyta kierowcy, czy może zrobić zdjęcie. Kierowca odpowiada, że absolutnie nie bo ludzie tu nie są zbyt mili. Stoimy przy samochodzie, palę papierosa, a w kieszeni klasycznie mam nóż. Chłopak na mnie patrzy z ukosa. W końcu nie wytrzymałem i pytam czego właściwie chce. Ten cisza. Pytam chcesz papierosa? Kiwnął głową. Wziął dwie fajki i sobie poszedł. Pół godziny za mną chodził, ale bał się zapytać o dwa papierosy. W mieście huk motorów, na ulicy zbiera się coraz więcej ludzi i coraz więcej osób zaczyna nam się przyglądać. W końcu pojawia się osoba na która czekaliśmy w tym miejscu ponad godzinę – gość z papierem toaletowym i grzybami na obiad.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

image

W Ugandzie reakcje ludzi na widok białego człowieka są różne. Dzieci się na ogół cieszą, machają, coś krzyczą, generalnie są zadowolone. Z dorosłymi już gorzej. Jeżeli już obecność białego człowieka nie jest im w ogóle obojętna, to często zdarza się że ich postawa jest zwyczajnie wroga. Po pierwsze biały w dużym skrócie to taki chodzący bankomat. Ma dużo to powinien się podzielić, a skoro dzielić się nie chce to znaczy że jest zły. To prowadzi do drugiego wniosku, że skoro biały ma, a nie chce się dzielić to znaczy że ja czarny jestem biedny przez białych ludzi. Bo kolonializm, neokolonializm i ogólny wyzysk. To oczywiście bardzo duże uproszczenie. Temat jest wyjątkowo trudny, bo Afryka rzeczywiście jest obiektem, nazwijmy to ,,zachodniego wyzysku”, ale problem, o którym tutaj mówię, ma chyba większe podstawy w ogólnym braku edukacji. I to niestety mili państwo – po obu stronach. Skoro, jak podejrzewam, ponad połowa Polaków widzi Afrykę jako jedno państwo czarnych ludzi, gdzie panuje ogólna bieda, to nie ma się co dziwić, że w środku Afryki myślą, że Europa to jedno państwo bogatych wyzyskiwaczy.

Jeżeli poza tym mówimy już o biedzie Afrykańskiej to trzeba powiedzieć jeszcze jedną bardzo ważną rzecz, która ma kapitalne znaczenie dla komfortu podróży po Ugandzie. Kapuściński, bodajże w Hebanie, napisał, że Afrykanie swojej biedy się wstydzą, że bieda w Afryce to zupełnie co innego, niż bieda w innych regionach na świecie, a w szczególności w Azji Południowo – Wschodniej. Ze swoich skromnych obserwacji musimy to niestety potwierdzić. Na Borneo kolorowo przecież nie jest, w Birmie jeszcze gorzej, a slumsy w miastach portowych na Filipinach to już zupełnie inna liga, ale z jakiegoś powodu można tam wyjąć aparat i zrobić komuś fotkę. Od tak na ulicy. Ludzie się uśmiechają, machają i ogólnie cieszą tym, ze ktoś wykazał nimi zainteresowanie. W Ugandzie, a przynajmniej podczas naszego krótkiego pobytu było zupełnie odwrotnie. Niemal każda próba zrobienia komuś zdjęcia na ulicy była przyjmowana niechętnie, a czasami nawet wrogo i z wyzwiskami. Robienie zdjeć w miastach, a szczególnie ludziom, wystawia Cię na atak, że przyjechałeś fotografować biedę i zamierzasz pokazać to swoim kolegom w Europie. Afrykanom* to się nie podoba. Nie chcą być postrzegani w sposób, w jaki postrzega ich obecnie świat. Nasz kierowca – Friday – mówi zobacz, tu las, tam góry, tu małpa – pyta po co chcesz fotografować ludzi? Nie masz nic ciekawszego dookoła?

Friday – nasz kierowca – to osobna historia. Nieduży, 25 letni muzułmanin, który na imię ma Piątek. Urodził się w piątek, mama dała mu na imię Piątek. Nie drążmy tematu. Podobno zaraz po jego narodzinach jego ojciec został otruty przez „złych ludzi” i mama oddała go na wychowanie pod opiekę wujków – ortodoksyjnych, i co zawsze podkreślał, brodatych muzułmanów. Chcąc nie chcąc musiał być muzułmaninem. W każdym razie, jak wiadomo, muzułmanie nie jedzą wieprzowiny. Całkowicie przypadkiem zabraliśmy go na obiad do przydrożnej restauracji, gdzie 90% dań było właśnie ze świni. Ten myślał ze będzie sprytny i zamówi sałatkę z kurczakiem, ale jak się okazało, szef kuchni był sprytniejszy od niego bo do sałatki dorzucił mu dla smaku wielkie tłuste kawałki boczku. Myśleliśmy ze Friday się obrazi, ale gdzie tam. Nabił sowity kawał na widelec i już ma pakować do buzi, kiedy Asia krzyczy, ze to przecież świnia. Friday nie chciał wierzyć, mówi, że to niemożliwe, że to kurczak bo przecież zamówił sałatkę z kurczakiem, a wiec to musi być kurczak. To mu tłumaczymy, że kurczak nie ma boczku i żeby się nie wygłupiał. Oburzony wygrzebał boczek i zjadł kurczaka. Prawie poplakalismy się ze śmiechu, ale wniosek jest w gruncie rzeczy smutny. Albo Friday nigdy w życiu nie widział boczku, albo mama całe życie karmiła go boczkiem i nigdy nie mówiła ze to świnia. Mama Friday’a nie była muzułmanką 🙂

Co ciekawe muzułmanin w Ugandzie może mieć tyle żon na ile go stać, a to, wbrew pozorom, nie jest bardzo powszechna sytuacja w świecie islamskim. W każdym razie, jak powszechnie wiadomo, koszt utrzymania kobiety jest znaczny. Wszędzie. Oczywiście kobieta w Europie ma różne potrzeby od kobiety we wschodniej Afryce, no ale zarobki przeciętnego faceta tu i tam też są różne. Poza tym kobieta to jedno, a dzieci to drugie. U nas coraz rzadziej spotyka się model rodziny 2+3, a w Ugandzie 2+6, czy 2+8 nikogo nie dziwi. Pytam Friday’a jak to jest z tymi kosztami i czy nie chciałby mieć więcej niż jednej żony. Friday spojrzał na mnie z politowaniem i mówi tak: Tomek… mój drogi… przecież jedna kobieta robi dziesięć dzieci. Jedna kobieta i dziesięć dzieci to jeden 10 kg worek kassawy na tydzień. W miesiącu masz 4 tygodnie, to jest 40 kg kassawy na miesiąc. Pomnóż to razy dwa, albo jak mój wujek, razy 3 i to później jeszcze przez 12. A wycieczki? Weźmiesz jedną do Kampali druga w domu płacze, że też by chciała. Chciałbyś jeździć dwa razy raz po raz do Kampali. No nie – odpowiadam. No właśnie –mówi Friday.

A poniżej ulubiony ptak Friday’a, nasz i całej Ugandy – żuraw koroniasty. W końcu to nie byle jaki ptak, bo znajduje się na fladze narodowej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drodze z Kibale minęliśmy Park Narodowy Królowej Elżbiety (Queen’s Elisabeth National Park) – niegdyś prawdziwą perłę Afryki. Niegdyś, bo w czasach Idi Amina (1971-1979), gdzie panował powszechny głód masowo wybijano tu antylopy dla pożywienia. Po tym jak Amin został wygnany z kraju przez armię Tanzańską, Tanzańczycy zaczęli zabijać zwięrzęta dla skór i kości słoniowej. Turystyka upadła i dopiero teraz powoli, powoli zaczyna wracać w te rejony.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Równik ten sam, ale na trzecim juz kontynencie 😉 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Park Bwindi to 315 km/2 górzystego terenu, porośniętego lasem równikowym. Takim wręcz książkowym. Poza tym, co było już wskazywane wcześniej, jest to dom dla ponad połowy światowej populacji goryli górskich. Niestety nie oznacza to, że w Ugandzie jest ich wiele. Całkowita liczba goryli górskich na świecie (!) nie przekracza 700 – 900 sztuk i jest to powód, dla którego IUCN wpisała je na liste gatunkow zagrozonych wyginięciem. Wynika to przede wszystkim z destrukcyjnej działalności człowieka takiej jak uprawa roli, kłusownictwo, czy przenoszenie rozmaitych chorób. Poza tym trzeba wskazać, że las Bwindi otoczony jest przez jeden z najgęściej zaludnionych obszarów wiejskich na świecie (200 – 400 osób/km2). Niestety czasy, gdzie las równikowy w Afryce ciągnął się od jednego oceanu do drugiego minęły bezpowrotnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dylemat gdy nie wiesz czy pompka do wysysania jadu przyda ci się gdy idziesz na treking do lasu 😉 Pakowanie…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i w drogę…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

image

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Typowa rodzina goryli składa się z 10 członków – samca dominującego (silverback’a), kilku samic i kilku dzieciaków. Bywają jednak rodziny liczące 30 dorosłych osobników, z dwoma lub trzema silverbackami, które zazwyczaj są albo braćmi, albo w relacji ojciec – syn. Kiedy samice dorastają (w wieku 6 – 10 lat) zazwyczaj opuszczają grupę w której się urodziły. Samce wybierają jedną z dwóch strategii – albo zostają w grupie i starają się objąć przywództwo, albo opuszczają grupę i wybierają początkowo samotny tryb życia, aby w przyszłości założyć nową rodzinę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Goryle górskie są niemal całkowicie roślinożerne, z małymi i jedynie okazyjnymi wyjątkami na rzecz mrówek i termitów. Dorosłe męskie osobniki osiągają wagę nawet do 220 kg, a samice ok 110 kg. Co ciekawe, nawet dorosły 200 kg goryl potrafi wspinać się na drzewo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podobnie jak z szympansami, goryle górskie w Bwindi podlegają procesowi habituacji i podobnie jak tam oznacza to, że przez około 2 lata grupa rangersów pojawia się w ich otoczeniu aż do momentu, w którym zaczną one traktować człowieka jak powietrze. Jest to jedyny powód dla którego możemy je oglądać tak bliskiej odległości.  

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A teraz coś… szczególnego. Panie i Panowie oto Afrykański Helikopter.  

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Afrykański Helikopter czyli trzydziestu murzynów, którzy usłyszeli że dwie, ponad 100 kilogramowe Amerykanki nie są w stanie zejść w dolinę, ale za to maja w kieszeni po 300 USD na wypadek, gdyby ktoś im chciał w tym pomóc. Dosłownie na gwizd przewodnika w ciągu zaledwie kilku minut obok naszej 6-cio osobowej grupy pojawił się tłum okolicznych chłopaków z własnej roboty noszami. Nie minęło kolejnych 10 minut, a dwie Amerykanki były już w dolinie. Na noszach, po górach, po mokrej i śliskiej trawie bez ani jednej przerwy. Teoretycznie to i oni coś zarobili i one zobaczyły goryle – niby fair. To co jednak o tym myślimy zostawimy dla siebie. Powiem tylko, że w każdym jednym przewodniku, na każdej jednej stronie internetowej i tu będzie nie inaczej – na każdym blogu o tej tematyce, jest napisane że ten trekking wymaga kondycji. Że raz goryl będzie 1 godzinę marszu od siedziby rangersów, innym razem będzie 6 godzin, co w równikowym klimacie i w górach oznacza, że trzeba się jakoś kondycyjnie trzymać. Filmik poniżej oddaje całe zamieszanie, dla własnej refleksji.  

Ta poniżej dziwaczna bestia to Kameleon Jacksona, zwany też trójrogim.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPadnięci, ale szczęśliwi i do tego z certyfikatem! Jest co dołączyć do CV 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W tym miejscu opuszczamy Ugandę i kierujemy się do Ruandy. Tu jak mówi Friday – wyraźnie zreszta oburzony – musimy uważać, bo w Ruandzie mają ograniczenia prędkości, a policja ma radary. Jak się od razu można domyślić, rzecz w Ugandzie całkowicie nie do pomyślenia.

image

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.